– Jedności Narodowej to w mojej pamięci pierwszy cywilizowany teren Wrocławia. Miasto po wojnie wyglądało okropnie, a tam był już miejski ruch, kwitło życie.

Tak wyobrażałem sobie ulicę Krokodyli u Schulza, bo to wszystko to był jakiś szemrany interes, ale dostać można było wszystko – wspomina profesor Stanisław Bereś.

Okolice tego dwukilometrowego dziś odcinka ucierpiały podczas wojny w znacznie mniejszym stopniu niż pozostała część Wrocławia. Dlatego tutaj rozwijał się handel i tutaj rzemieślnicy otwierali pierwsze zakłady. Upływ lat zabrał ze sobą większość z nich.

Rosyjski oficer i szeregowy
Ale pracownia futer Ryszarda Ejsmonta nadal działa. Jeszcze w latach 80. w okolicy ulicy Jedności Narodowej działało kilku kuśnierzy. Dziś jest jedyny. Swój zakład otworzył akurat przy Księcia Józefa Poniatowskiego, która odbiega od Jedności. Większość lokali, które do dziś przetrwały, ma swoją specyfikę. Próg to portal w inną rzeczywistość. Jeden krok w przód oznacza kilkadziesiąt lat wstecz.
Na podłodze dostrzec można jeszcze ślady pierwszych klientów. Ten rejon Ryszard Ejsmont zna jak własne futra. – Z Wrocławiem jestem związany już od sześćdziesięciu kilku lat, a z rzemiosłem od czterdziestu. Ulica Jedności Narodowej i jej okolica była centrum handlowym miasta, a od lat 70. także bloku wschodniego. W naszym kraju była jako taka wolność. Przyjeżdżały osoby z Czechosłowacji i NRD. U siebie nie mogli kupić nawet wiertarek czy wierteł, przynajmniej za naszą zachodnią granicą. Nie lepiej mieli Rosjanie. Niedaleko w koszarach stacjonowały ich wojska. Codzienny obrazek tej ulicy: oficer z żoną, a dwa metry za nimi szeregowy z taką liczbą pakunków, że było widać tylko ręce i nogi. Wszystko wywozili do Rosji. Odwiedzali mnie również nasi sportowcy. Przyjemnie było zobaczyć później naszego selekcjonera z futrem z mojej pracowni. Nazwiska? Panuje zasada, że nazwiska klientów zachowuje się dla siebie.
– A kto właściwie te interesy prowadził i kiedy zaczęły upadać?
– W dużej mierze były to interesy rodzinne. Miałem szczęście, że udało mi się przedostać do tego środowiska. Do 1968 r. wiele zakładów prowadzili także Żydzi. Po masowej emigracji ich interesy przejęli Polacy. Moim zdaniem kluczowy był początek lat 90. Zaczynał się kapitalizm, więc dawni pierwsi sekretarze mogli zrzucić z siebie prochowce i zacząć żyć jak panowie. Koniec fasady.
Podobnie u nas. Sporo osób odeszło od rzemiosła, bo pojawiły się nowe możliwości. Dziś moi znajomi obracają dużymi kwotami, choćby w branży nieruchomości. Niewiele po tych czasach zostało. Dawniej wszyscy się znali, wysyłali kartki świąteczne, zapraszali na urodziny. Ta atmosfera nie wróci. Rzemiosło wówczas kwitło, a dziś upada. Coraz więcej lokali prowadzą Ukraińcy, Wietnamczycy czy inni przyjezdni – uśmiecha się, ale łatwo dostrzec, że sztucznie. Paręset metrów dalej mijam restaurację „Słowianka” z kuchnią ukraińską, a niemal vis-à-vis niej dostrzegam „Kebab House”.
Swoją diagnozą upadku zakładów w tej okolicy podzielił się także krawiec Józef Musiał. Zaczął w 1989 r. – Jak to dlaczego otworzyłem zakład? Za chlebem. Należałem do spółki, teraz jestem jedynym właścicielem. A rzemieślnicy wyginęli śmiercią naturalną już w końcówce lat 90. Albo odeszli na emeryturę, albo odeszli na zawsze. Zostali nieliczni, bo młodzi interesów przejmować nie chcą – mówi pospiesznie, bo wciąż ma wiele pracy.

Nie mogłam odmówić sobie zakupów
Anna Szot w cukierni wita mnie słowami, które usłyszę jeszcze kilkukrotnie. – To była typowo handlowa ulica – już wspomnienia niemal wyciągają ją zza lady. Urodziła się we Wrocławiu, życie zagnało ją do Ełku. Niedawno wróciła i jest ekspedientką w cukierni, której charakterystyczną cechą jest brak nazwy. – Właściwie może pan napisać „Pączek”.
– Kilkadziesiąt lat wcześniej w Polsce było bardzo trudno o modne towary, a tutaj handlowali nimi rzemieślnicy. Gdy wracałam do Wrocławia, zostawiałam dzieci u taty, a sama przybiegałam na Jedności Narodowej. Nie było wizyty, bym sobie czegoś tutaj nie kupiła. Modne koszulki znajdowałam w komisach z zagraniczną odzieżą, nową i używaną – wspomina. Po chwili wzrok kieruje za szybę i ciężko opiera się na ladzie. – Ta ulica umiera. Kiedyś pełna była ludzi. Dziś za oknem widzę tylko samochody – przejeżdżające albo zaparkowane. A jeśli już ludzi, to na przystanku.
Energię w naszą rozmowę wprowadza wyczekiwana siostra Anny Szot. Bożena Pierzchała Wrocławia nie opuściła. Związana z sąsiednią ulicą Żeromskiego, minione lata płyną w jej żyłach.– Ja tę ulicę pamiętam jako Stalina – wspomina. Przed końcem II wojny światowej patronem ulicy był Święty Maciej, a po niej, do 1956 r. Józef Stalin.
– Były na niej pyszne lody. A na witrynie lodziarni stała kukiełka, która kręciła głową, jakby lizała gipsową gałkę. Przede wszystkim, tutaj znajdowały się delikatesy. W nich można było dostać cukier „Kryształ”. Ważna była również ogromna poczta.
Marian Maciejewski mieszka na Jedności od 1955 r. i wspomina, że był to pierwszy oddział w powojennym Wrocławiu, dziś numer 17.
– Rzadziej zaczęłam tutaj przychodzić w latach 90., gdy powstały pierwsze markety – przyznaje i po chwili znów wraca do lat poprzednich.
Bożena Pierzchała mówi o kinach: „Polonia” przy Żeromskiego i „Pionier” przy Jedności Narodowej. To drugie i trzecie kino w powojennym Wrocławiu. Oba otwarte w 1945 r., oba już nieczynne. „Pioniera” pamięta Marian Maciejewski. – Długie na 25 rzędów, wąskie na 10 miejsc, spadziste. W czasach bez internetu i z dwoma kanałami w telewizji stanowiło ważną atrakcję. A gdy grane były filmy amerykańskie lub włosko-francuskie, waliły tłumy. W kolejkach staliśmy godzinę.
Dziś w miejscu „Pioniera” stoi apartamentowiec, a o przeszłości przypomina fasada wzorowana wizualnie na taśmie filmowej.
Te kina kojarzą się z konkretnym filmem profesorowi Stanisławowi Beresiowi, wrocławianinowi urodzonemu w 1950 r. – W którymś z nich oglądałem „Herkulesa” z mistrzem świata w kulturystyce Stevem Reeves’em w tytułowej roli. Miał blisko 50 cm w bicepsie i był naszym podwórkowym idolem. A samą ulicę pamiętam jako tłumy ludzi – zaaferowanych, spieszących się. Jako dzieci zeskakiwaliśmy ze stopni jadących tramwajów, to należało do młodzieżowego stylu, i zawsze się na kogoś wpadało. Przypominam sobie jeszcze toaletę, wokół której panował podejrzany ruch. Mieszkańcy chyba załatwiali tam interesy, których nie wypadało dobijać na ulicy.

Pstryk!
Idę wzdłuż Jedności Narodowej w stronę Odry i mijam ulicę Henryka Pobożnego. Zakład fotograficzny „Janusz” istnieje już od 1968 r. Właściciela, Adama Winnickiego, zastępuje już córka Katarzyna Winnicka-Rorbach. Tym razem lokal na miarę naszych czasów. Odmalowane ściany, kafelki, wszędzie błysk. I złoty kot, który siedzi i macha lewą łapą. To w przód, to w tył, jakby odmierzał czas, którego ten zakład zgromadził już wiele. Nad półkami hasło: „Nawet i teściowej fotka, u »Janusza« wyjdzie słodka”, to z lat 90. W rogu studyjny aparat Globica na ponadmetrowym stojaku z NRD. Pamięta lata 70., jeszcze w XXI wieku Katarzyna Winnicka-Rorbach robiła nim zdjęcia, bo wciąż jest sprawny. Pstryk! I aparat przenosi nas kilkadziesiąt lat wstecz.
– Jedności Narodowej pamiętam z lat 80. Wieczorami okolica była bardzo słabo oświetlona, więc zapamiętałam tę ciemność. I otwarte bramy, bo wówczas w kamienicach nie było domofonów.
Tuż za rogiem w sklepie rybnym, jedynym w okolicy, zastaję Annę Piekarską. 60 lat, interes prowadzi od dwudziestu. – Przychodziłam tutaj jeszcze jako dziecko i odwiedzałam sklepy z zabawkami. Później kupowałam w nich prezenty dla swoich. Odkąd pamiętam, mój rybny był tutaj jedyny. Mówię klientom i śmieję się, że gdy mnie zabraknie, to już nie będzie miał go kto prowadzić. A ludzi na ulicach też coraz mniej. Albo pusto, albo widzę przez witrynę, jak wracają z zakupami z Biedronki.
Supermarket znajduje się w dawnym Domu Handlowym „Odra”. – Ten dwukondygnacyjny przemysłowy budynek zbudowano w 1969 r., na gruzowisku u zbiegu ulic Niemcewicza i Jedności Narodowej. W latach 90. u dołu rozgościła się Biedronka, u góry nadal można było dostać odzież i buty. Po remoncie w 2013 r. całość zajmuje supermarket – mówi mi Marian Maciejewski.
Zofia Bartoszewicz swoją perfumerię „Aga” po drugiej stronie ronda Anny German prowadzi od 37 lat. – Jeszcze w latach 90. zatrudniałam pracownika, ale dziś nie mogę już sobie na to pozwolić. Z obu stron ściskają mnie drogerie Rossmann. Do tego dochodzą Biedronka i Żabki, w których znajdziemy to, co i u mnie – lekko drga jej głos i przerywa. A ulica zmieniała się na jej oczach. Dawne niskie zabudowania zastąpione są przez kilkupiętrowe bloki.

Łączy ich dżins
Dla Ryszarda Ejsmonta ulica Jedności Narodowej to oficer rosyjski z żoną, a za nimi szeregowy-tragarz.
Dla Józefa Musiała to rzemieślnicy, którzy wyginęli śmiercią naturalną.
Dla Anny Szot to granatowa sukienka z żorżety w białe groszki, którą miała na sobie podczas wielu imprez.
Dla Bożeny Pierzchały to ulica Stalina z pysznymi lodami i zabawną figurką.
Dla Katarzyny Winnickiej-Rorbach to miejsce, gdzie wieczorami zawsze było ciemno, a wszystkie bramy stały otworem.
Dla Anny Piekarskiej to sklepy z zabawkami, które odwiedzała jako dziecko.
Dla Mariana Maciejewskiego to kino „Pionier”, do którego w kolejce na filmy amerykańskie lub włosko-francuskie stało się godzina i dłużej.
Dla Zofii Bartoszewicz to niska zabudowa, zastąpiona już przez bloki.
A dla profesora Stanisława Beresia to miejsce, gdzie można było dostać wszystkie przedmioty codziennego użytku, ale czasem też i w mordę.
Jednak jest coś, co ich łączy. Wszyscy wspominali mi o dżinsach. To tutaj można je było dostać. Spodnie, kurtki, nieważne. Ważne, że pozostaną chyba symbolem ulicy Jedności Narodowej w pamięci wrocławian.


Autor: Mariusz Bartodziej
Opublikowano dnia 3 kwietnia 2017

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

POLITYKA COOKIES

1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies.
2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.
3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu, Katarzyna Winnicka-Rorbach Studio fotograficzne - JANUSZ z siedzibą pod adresem: ul. Henryka Pobożnego 4, 50-241 Wrocław.
4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu:
a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb;
b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości;
c) utrzymanie sesji Użytkownika Serwisu (po zalogowaniu), dzięki której Użytkownik nie musi na każdej podstronie Serwisu ponownie wpisywać loginu i hasła;
d) zapewnienia bezpieczeństwa i utrzymania serwisu;
5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika.
6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies:
a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu;
b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu;
c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu;
d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.;
e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań.
7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej).
8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu.
9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu reklamodawców oraz partnerów.
10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Tekst wyświetlany
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.